„Piłka kopana”
ma wiele odmian. Jedni kopią ją w stronę bramki i wówczas jest
„nożna”. Na innych kontynentach próbują kopać ją między
słupki, grając w rugby lub w football amerykański. Jednak są
jeszcze inni kopacze - kopią… zośkę!
Żonglowanie
nogami
W Polsce, jeszcze
przed II wojną światową, w zośkę grali nasi dziadkowie.
Wystarczył im do tego kłębek włóczki, podbijany nogami „w
kółku” dla zabicia czasu. Dziś zośka to także „footbag”,
czyli wyczynowa odmiana podobnego podbijania. - Polega na
żonglowaniu nogami, czyli łapaniu i wyrzucaniu specjalnie szytego
woreczka. Footbag znakomicie rozwija zręczność i koordynację
wzrokowo-ruchową i nie jest sportem wymagającym dużych nakładów
finansowych - Michał Róg - pomysłodawca, założyciel i
przewodniczący MANIAC Footbag Team - chwali zalety tej formy
aktywności ruchowej.
Od Mongolii po
USA
W zośkę grali i
grają praktycznie wszyscy - Europejczycy, Amerykanie, a nawet
Chińczycy. - Zośka jako sposób aktywnego spędzania czasu
rozwijała się w różnych formach na całym świecie, jednak
przyjmuje się, że to Azja, a dokładniej okolice Mongolii, są
kolebką tej gry. Natrafiłem parę lat temu, zwiedzając muzeum
Chanatu Krymskiego, na taką skórzaną piłeczkę służącą
do gry jako eksponat z początku XIX wieku. Zatem im dalej na wschód,
tym tradycje tej gry są większe - opowiada Michał Róg. Z
długiej tradycji kopania zośki użytek postanowili zrobić
Amerykanie i w drugiej połowie XX wieku stworzyli footbag, nadając
podbijaniu zośki charakter rywalizacji i przyczyniając się do
powstania kolejnej dyscypliny sportu.
Prawie jak
łyżwiarstwo figurowe…
A właściwie,
kolejnych dyscyplin. Bowiem zośka jest jedna, ale sposobów na
zrobienie z niej użytku, dziesiątki. Poza formą rekreacyjną
(znaną właśnie jako „zośka”), mamy dwie główne odmiany
sportu, jakim jest footbag. Pierwsza z nich to footbag freestyle. -
Polega na wykonywaniu różnego rodzaju trików i łączeniu ich
ze sobą. Sam w sobie dzieli się na kilka konkurencji. Najbardziej
prestiżową formą są „rutyny”. Zawodnicy grają w rytm muzyki,
przygotowane przez siebie show. Charakterem przypomina to łyżwiarstwo
figurowe. Tak też jest ta konkurencja oceniana - tłumaczy
Michał Klimczak, wiceprzewodniczący MANIAC Footbag Team. Drugi
ważny odłam to footbag net, czyli „siatkonoga”. - Tym razem
gra się na boisku o wymiarach i siatce na wysokości jak do
badmintona, lecz lotkę zastępuje mała skórzana twarda piłeczka,
a rakietę zastępują stopy zawodnika. Można obserwować zażartą
walkę zawodników oraz karkołomne akrobacje nad siatką podczas
różnego rodzaju ścięć i bloków - dodaje drugi z naszych
ekspertów.
Noga zamiast
kija
A jeśli komuś
jeszcze mało, zawsze można spróbować footbag golfa, który bardzo
przypomina grę „rekinów biznesu”. - Zamiast uderzania
piłeczki kijem, kopiemy ją nogą. Różnorodność oraz ciekawe
przygotowanie odpowiedniej trasy sprawia, że jest to jedna z
najbardziej relaksujących odmian tego sportu - Michał Klimczak
kolejny raz popisuje się niezwykłą znajomością footbagu.
Kopanie na
przystanku
Skoro mamy już z
czego wybierać, pozostaje pytanie - jak zacząć? Wystarczy zośka,
dobre buty i odrobina chęci. - Kopanie ze znajomymi to znakomity
wstęp do dalszej nauki, pozwala rozwinąć zręczność, refleks i
oswoić się z zośką oraz jej zachowaniem na bucie - wyjaśnia
Michał Róg. A kiedy towarzystwa brak, można podjąć wyzwanie i
samodzielnie ćwiczyć triki. - Ja na przykład nigdy się nie
nudziłem, czekając na przystanku na wiecznie spóźnione pojazdy
MPK - dodaje Michał. Najlepszymi nauczycielami są właśnie
inni zawodnicy. A jeśli akurat brak takowych pod ręką, pozostaje…
internet.
Każda babcia to
potrafi
- Na początku
używa się prawie wszystkiego, czym można sobie pokopać.
Przeważnie jest to włóczkowa zośka, którą potrafi zrobić
babcia, więc każdy wnuk może taką posiąść - za ładny uśmiech
i za „dziękuję”. Dopiero z czasem, kiedy złapaliśmy bakcyla,
warto pokusić się o kupno nowego, profesjonalnego baga oraz o buty
przeznaczone do tego celu - instruuje przyszłych zawodników
Michał Klimczak. Kiedy już odkryjemy w sobie wrodzony talent lub po
prostu nie zniechęceni pierwszymi niepowodzeniami włożymy mnóstwo
pracy w treningi, możemy zostać nowymi rekordzistami, na przykład
pod względem liczby powtórzeń danego triku (wrzucając do
internetu filmy, które później oceniają gracze) lub pójść w
ślady naszych rodzimych mistrzów Europy i świata w konkurencjach
footbag freestyle’u.
Podbijanie
kostki brukowej
A kiedy zmęczy nas
wygrywanie, można pokopać nieco bardziej nietypowe zośki. - Zdarza
się, że od czasu do czasu ktoś spróbuje zagrać czymś innym, na
przykład telefonem komórkowym, a nawet kostką brukową (sic!), ale
pod tym względem „footbagerzy” należą do konserwatystów. Czym
innym jest urozmaicanie gry, dołożenie kolejnej zośki do gry
podczas grania „rutyny”, grania w kółku czy nawet grania przez
siatkę - zdradza tajniki „zośkowej” kuchni Michał
Klimczak.
Nie grają dla
zwycięstw
Jednak
najważniejsze, żeby pamiętać, że prawdziwa zośka to ani kopanie
kostki brukowej, ani medale i zaszczyty, co potwierdza
wiceprzewodniczący MANIAC Footbag Team: - To hobby, dzięki
któremu poznaje się nowe miejsca, ludzi oraz zawiera się
przyjaźnie na długie lata - i to na całym świecie. Nawet
wielokrotni mistrzowie świata powiedzą, że nie grają dla
zwycięstw, ale dla miło spędzonego czasu. Tak więc zwroty: „dobry
gracz” oraz „sukces” nabierają tutaj innego znaczenia.
Tekst: Damian
Juszczyk
Zdjęcia: MANIAC Footbag Team
Komentarze (1)
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Proszę zaloguj się lub zarejestruj.