Aktualności
Zakończenie plebiscytu Złote Stopy 2009/2010

30.08.2010.

article thumbnail Pozostał już tylko miesiąc do rozstrzygnięcia plebiscytu na największe przedsięwzięcia podróżnicze - Złote Stopy...
czytaj więcej...

Ceneria.pl - cały outdoor w jednym miejscu!

27.08.2010.

article thumbnail Szukasz sprzętu na wyprawę, weekendowy wypad czy do codziennego użytkowania? Lubisz sport, aktywny wypoczynek,...
czytaj więcej...

TPN ruszył z Akademią Tatry

07.08.2010.

article thumbnail Akademia Tatry to nowe przedsięwzięcie Tatrzańskiego Parku Narodowego. TPN chce podnieść świadomość przyrodniczą ludzi,...
czytaj więcej...

Pozostałe
  • Dzień NaLeśnika 2010 już za nami
  • Weekend z czerwonym - Babia Góra
  • Dzień NaLeśnika na Lubaniu
  • Arco Rock Master 2010
  • III Wyrypa Beskidzka
  • Odkryj Beskid Wyspowy
  • Weekend w Gorczańskiej Chacie
  • Polecane Ośrodki górskie
    .:Reklama:.

    Wyprawa na Acopan Tepui
    31.03.2010.
    Image Wyżyna Gujańska - region w Wenezueli, w którym polska ekspedycja wytyczyła nową sportową drogę wspinaczkową na Acopan Tepui. Praca pośrodku dżungli nie była łatwa, a niemal wszystkie żyjące tam stworzenia próbowały zjeść nie tylko prowiant naszych alpinistów, ale także ich samych.




    Misterios
    W końcu jesteśmy! Poszatkowani przez moskity, brudni i wymęczeni ale dopięliśmy swego! Po dziesięciu dniach (w tym dni restowe) pracy nad nową linią z pociętymi paluchami stanęliśmy w końcu na najwyższym wierzchołku Acopan Tepui. Długo debatowaliśmy nad nazwą naszej drogi. Wydaje mi się, że „Mystery” pasuje do niej idealnie. Mówi o tajemnicy dżungli, Indian oraz wszelkich zjawisk przyrodniczych , których doświadczyliśmy w ścianie. Trudności drogi oceniliśmy na 7c max, 7b oblig. a jej długość na 18 wyciągów (650m skały + 150m łatwego terenu). Droga w większości została ubezpieczona w stałe stanowiska oraz kotwy na wymagających wyciągach . Techniczne krawądkowe wspinanie w płytach przedzielone masywnymi, siłowymi okapami pokazały mi jak bardzo realny może być sen wspinacza. Rejon Tepui to prawdziwy wspinaczkowy raj nad dżunglą, skrzeczącymi papugami i wydzierającymi się w niej wniebogłosy małpami.

    ImageImageImage


    Z maczetą przez dżunglę
    No dobrze, na początku było podejście czyli przedzieranie się przez chaszcze. Wypuściliśmy przed siebie Leonardo (Indianin), który maczetą przedzierał szlak przez dżunglę. Nie wiedzieliśmy w którą jej część uderzyć. Nie szukaliśmy najsłabszego punktu. Wręcz przeciwnie, poszukiwaliśmy wyzwania w największym jej spiętrzeniu. Naszą uwagę skupiły masywne okapy w samym sercu Tepui. Od chwili gdy rozpoczęliśmy wytyczanie drogi zdaliśmy sobie sobie sprawę jak inne jest to miejsce od tych w których wspinaliśmy się do tej pory. Od samego początku droga żyła własnym życiem. Na każdym kroku stykaliśmy się z jej rezydentami. Pierwszy wyciąg stanowił łącznik z dżunglą, liany na przechodzonym przez nas wyciągu dochodziły aż do pierwszego stanowiska.

    ImageImageImage


    Wściekłe mrówki, szerszenie i kolibry
    Zawisając w powietrzu przyglądały się nam w zaciekawieniu. Jeszcze nigdy nie widziałem ich na żywo z tak bliska. Trzeciego wyciągu broniły z kolei stada zamieszkujących pionową rysę wściekłych mrówek. Dziesiątki ugryzień oraz rezygnacja z asekuracji na tym odcinku to była cena którą należało zapłacić za jej klasyczne przejście. Po drodze mieliśmy jeszcze okazję spotkać się z dwoma gniazdami szerszeni oraz wyraźnie zdziwionym naszą obecnością w ścianie gekonem. Te wszystkie spotkania zaskakując nas uświadamiały że trudności drogi to nie tylko siłowe przechwyty choć i te były syte.

    ImageImageImage


    Czyste przejście trudną drogą
    Pracę nad drogą podzieliliśmy na dwa etapy: pierwszy dotrzeć do półki nad okapami. Drugi z półki (biwak w połowie drogi) dotrzeć na szczyt. Trudności techniczne drogi okazały się bardzo zróżnicowane. Techniczne płyty podzielały siłowe okapy, w których napotkaliśmy największe trudności drogi. Najtrudniejszym miejscem okazał się siłowy, kilku ruchowy boulder w okapie po którym następował kilkunastometrowy wytrzymałościowy trawers po jego krawędzi. Ideą naszego przejścia było czyste klasyczne przejście. Wytyczając drogę od dołu nie raz zmuszeni byliśmy korzystać z technik sztucznych ułatwień oraz nawiercania spitów w jej najtrudniejszych pozbawionych naturalnej rzeźby odcinkach. Większość drogi to ciągowe wspinanie w skale o niemal idealnym tarciu i estetyce ruchów.
    Górną, część drogi, ponad półką biwakową pokonaliśmy w stylu on sight. Odcinek ten ochrzciliśmy nazwą „sen wspinacza”. Przechodząc go miałem wrażenie jakbym wspinał się po wzburzonym oceanie. Surfował po załamujących się falach bijących o brzeg wysoko ponad moją głową o krawędź ściany! Biwak na półce pozwalał nam w nocy podziwiać płonącą sawannę. Kilkanaście pożarów rozsianych po horyzoncie wyglądało jak zaczątek apokalipsy lub też obraz po bitwie.

    ImageImageImage


    Złowroga cisza i spokój w bazie
    W czasie gdy zespół M&M działał w ścianie reszta zespołu uczciwie pracowała na dole przygotowując teren pod prowadzenie. Innym rytmem żyła baza, tu czas płynął leniwie, a podstawowymi zajęciami był wypoczynek, gotowanie, pranie i wieczorne oglądanie filmów w trakcie, którego odbywało się przymusowe odkażanie organizmu. Odbywało się to zgodnie z regulaminem który tuż po przybyciu do bazy zawisł na ścianie naszej messy.
    Pkt. 5 Regulaminu: Nie drażnić Ciapka. Odnosił się do naszego ważnego cowieczornego gościa pod sufitem messy. Małego włochatego zwierzaczka, który pozostałą część dnia obserwował nas z ukrycia kombinując jak dobrać się do worów z naszym żarciem. Ilość czających się na nas owadów i bakterii była porażająca. Stąd przymus odkażana. Dżungla wokół naszej bazy żyła swoim życiem, lekceważąc wszystkie okazy cywilizacji które tu przywlekliśmy, czasami odnosiliśmy wrażenie że wszystko w około chce nas zjeść.

    ImageImageImage


    Bez Cheo ani rusz
    Coraz częściej odwiedzali nas Indianie, wpadając niby przy okazji przesiadywali przyglądając się ciekawie naszym zwyczajom. Nasz Wenezuelski przyjaciel Cheo załatwiał z nimi świeże dostawy bananów, mięsa. Niestety pizza nigdy do nas nie dotarła, choć nie raz ją zamawialiśmy…. Cheo okazał się doskonałym kompanem wyprawy, prawdziwym strzałem w dziesiątkę! W lot łapał nasz niepowtarzalny polski humor co przy jego pogodnym, wdzięcznym usposobieniu tworzyło prawdziwie wybuchową mieszankę! Dzięki niemu również logistyka transportu wyprawy była bliska ideału. Dowiedzieliśmy się również kilku ciekawych rzeczy o Indianach. Negocjacje z nimi nie mają sensu, tym bardziej że z czasem przechwycili wszystkie nasz maczety:) Cheo czuje się gospodarzem rejonu i dba o ich relacje z wspinaczami. Ma racje w końcu to ich święte miejsca. Jednych i drugich.

    ImageImageImage


    Prezent od Indian
    Po powrocie do Junek okazało się, że miejscowi Indianie przygotowali dla nas niesamowitą niespodziankę. Gdy tylko dotarła do nich wiadomość o pokonaniu jednej ze ścian ich Tepui utkali dla nas z koralików bransoletki z nazwą drogi . To było podziękowanie za poszanowanie ich obyczajów i życzliwą współpracę z całym plemieniem.

    ImageImageImage


    Trudny powrót do domu
    Z względu na niski stan rzeki indiańskie czółenka raz po raz osiadały na kamienistych meandrach i mieliznach rzeki. Tereny przez które się przebijaliśmy okazały się niemal całkowicie wyludnione. Dla Indian pojęcie czasu nie istnieje. Czekając na kolejną spóźnioną ciężarówkę znikąd w opuszczonej wiosce czuliśmy się niczym postacie jednego z dzieł Kurosawy. Nic się nie dzieje a wokół wisi nagrzana do temperatury +44 st. C pustka.
    Wyobraźcie sobie kilka słomianych chat na zakurzonym pustkowiu, w tle Tepui. Klekoczące zadaszenie a pod nim wiszący hamak. Obok hamaku stoi stół na którego środku leży Biblia z wetkniętym pomiędzy pożółkłe kartki rodzinnym zdjęciem.. To są zapewne mieszkańcy tej wioski, ale gdzie on teraz są? Nagle po raz kolejny zdajemy sobie sprawę, że znajdujemy się na końcu świata…
    Po dwóch dniach dryfując w łodzi bądź maszerując brzegiem dotarliśmy w końcu do drogi z której po jakimś czasie odebrała nas umówiona przez radio ciężarówka.

    ImageImageImage


    Podziękowania
    Dziękujemy Polskiemu Związkowi Alpinizmu. Również Opatrzności oraz szczęśliwym zbiegom okoliczności, które umożliwiły wyprawie sprawną działalność oraz powrót w komplecie do kraju.

    ImageImageImage


    Tekst: Marcin Szczotka, Marcin Tomaszewski, Jarek Woćko, Cheo Garcia
    Zdjęcia: Wojciech Wandzel





      Komentarze (2)
     1 Dodane przez Patrycja, w dniu - 13-04-2010 21:52
    Rewelacja!!! Nie szukać może dziewczyn na kolejne wyprawy?;) Jak długo przygotowywaliście się do tej wyprawy zarówno fizycznie jak i pd względem potrzebnych informacji?
     2 Dodane przez Adam, w dniu - 10-04-2010 23:01
    No co tu dużo pisać ... życzę Wam kolejnych takich wypraw. Sam bym kiedyś się wybrał na coś takiego. Jak się nosi bransoletki od Indian? ;) Dostaliście coś jeszcze? Długo przygotowywaliście się do tej wyprawy?  
    Gratuluje odwagi !!!

    Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.
    Proszę zaloguj się lub zarejestruj.

    Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.6
    Polska adaptacja JoomlaPL.com Team
    AkoComment © Copyright 2004 by Arthur Konze - www.mamboportal.com
    All right reserved

     
    następny artykuł »
    Logowanie
    Sprzęt i odzież
    Polecamy
    Kwartalnik turystyczny-W górach