Zimowa wyprawa w wysokie Tatry może
być bardzo niebezpieczna.
Oblodzone szlaki, silny wiatr i naprawdę
spore opady śniegu z pewnością nie sprzyjają wygodnej wędrówce.
Ale gra jest warta świeczki. Ośnieżone szczyty, a wśród nich
narciarze - freestyle'owcy pokonujący strome stoki to widok
niezapomniany.
Strzeżonego Pan Bóg strzeże
Wyprawę do Murowańca, a stamtąd na
Kasprowy Wierch planowałam już od kilku tygodni. I w końcu 10
lutego udało się wyruszyć na szlak. To była mroźna środa, a jak
wiadomo w wysokich górach bardzo łatwo o odmrożenia. Zatem oprócz
butów trekingowych, kurtki z wysokiej jakości membraną i
wiatrołapem, czapki oraz szalika zaopatrzyłam się w porządne
rękawiczki z windstopperem. Takie rękawiczki to niestety wydatek
rzędu 160 złotych, ale z drugiej strony doskonała ochrona dłoni
przed zimnym, często wilgotnym wiatrem. W plecak spakowałam
oczywiście termos z ciepłą herbatą, kanapki i tradycyjnie
tabliczkę czekolady. Warto również nie zapominać o mapie i
telefonie z wpisanymi numerami alarmowymi - góry słynną z tego, że
pogoda zmienia się w nich jak w kalejdoskopie, co zimą jest
szczególnie niebezpieczne. Drugą kwestią jest sprawdzenie stopnia
zagrożenia lawinowego. Tydzień po powrocie do domu dowiedziałam
się, że w okolicach Morskiego Oka pod lawiną zginęło dwóch
turystów. Takie wiadomości to chyba najdrastyczniejsze z możliwych
ostrzeżeń. Osobiście decyduję się na wędrówki, tylko wtedy,
kiedy stopień zagrożenia lawinowego nie jest wyższy, niż 2. Na
szczęście szlak do Murowańca był bezpieczny i spotkałam na nim
nawet małe dzieci...choć te miały nieco łatwiej - z zadowoleniem
siedziały na sankach, ciągniętych przez niestrudzonych rodziców.
Różnica wysokości między Kuźnicami a położeniem schroniska to
500 m, a więc poświęcenie godne podziwu.
Z Kuźnic do Murowańca
 Niebieski szlak do Murowańca zaczyna
się w Kuźnicach, czyli miejscu, gdzie codziennie ustawia się
bardzo, bardzo długa kolejka do gondoli na Kasprowy Wierch. Inaczej
jest tylko wtedy, gdy warunki pogodowe nie pozwalają na kursowanie
wagoników. Na szczęście ja ominęłam szerokim łukiem tłum
zniecierpliwionych turystów oraz tajemniczych sprzedawców
gondolowych biletów "w cenach promocyjnych" i przechodząc
przez mostek na łączących się w jedną strugę potokach Bystrej i
Jaworzynki, dotarłam do niebieskiego szlaku. Teraz zaczęła się
ponad dwugodzinna mordęga pod górę. Mając w pamięci letnie
wędrówki, na próżno szukałam kamiennych podejść oraz
przecinających szlak strumyków. Wszystko pokryte było grubą
warstwą śniegu, a pod nim lodu. Po około 1,5- godzinnym marszu w
otoczeniu zimowego lasu dotarłam do Przełęczy między Kopami,
zwanej również Karczmiskiem. Choć w powietrzu było -7 stopni
Celcjusza, a słońce nieśmiało próbowało się przebić przez
grubą warstwę chmur, było mi naprawdę gorąco i czułam się,
jakbym właśnie ukończyła bieg na 1000 metrów. Ale zmęczenie
zrekompensował mi widok na Kościelec- mój pierwszy szczyt, jaki
zdobyłam w Tatrach będąc 10-latkiem z lękiem wysokości. Wtedy
wydawał mi się strasznie niebezpieczny i wysoki, dzisiaj mając już
za sobą całą Orlą Perć, wspominam go z sentymentem- podobnie,
jak zakonnicę, która podciągając rękoma długą sutannę
wspinała się po Kościelcu, jak prawdziwa kozica. Po krótkiej
chwili "wspomnień z dzieciństwa" ruszyłam dalej, mijając
dwa stare szałasy, Księżówkę, czyli leśniczówkę TPN-u oraz
Betlejemkę (Centralny Ośrodek Szkoleniowy PZA) dotarłam do Hali
Gąsienicowej. Stąd już tylko metry dzieliły mnie od schroniska i
talerza najlepszego na świecie polskiego żurku.
Murowaniec pod znakiem swastyki
 W Murowańcu nie wiele się zmieniło
od mojej ostatniej wizyty. Tutaj w przeciwieństwie do "Morskiego
Oka" nie spotkamy przypadkowych turystów, ale ludzi z pasją,
którzy górom oddali swoje serce. W okresie zimowym do schroniska
przybywają rzesze narciarzy i snowboardzistów. Nic też dziwnego-
w pobliżu znajduje się wyciąg narciarski na Kasprowy Wierch. A nie
ma nic przyjemniejszego, niż nocleg w samym sercu Tatr po
całodziennym szusowaniu po stokach. Ale mnie zaciekawił szczególnie
jeden, tajemniczy element wystroju schroniska... Otóż w zdobieniach
barierek na schodach umieszczony jest znak swastyki. Nie ukrywam, że
pierwsze skojarzenie, jakie przyszło mi na myśl, to czasy II wojny
światowej i hitleryzm. Ale to stereotypowe podejście bywa bardzo
mylne. Nie wiele osób zdaje sobie sprawę z faktu, że
kontrowersyjny znak to w tradycji chrześcijańskiej symbol ognia i
słońca, a jeszcze w innych kulturach klucz do raju, czy ochrona
przed szatanem. Górale od lat zdobili swoje domy i sprzęty
codziennego użytku swastyką, nazywaną przez nich "krzyżykiem
niespodzianym", który miał wypędzać z domostwa złe duchy. I
jak się okazuje Murowaniec to nie jedyne miejsce "oznaczone"
swastyką. Tak sygnował również odkryte przez siebie szlaki
Mieczysław Karłowicz - taternik, który zginął w lawinie pod
Małym Kościelcem. Jak tylko zagadka swastyki została wyjaśniona
wyruszyłam dalej w drogę, bacznie obserwując, czy przy wyjściu z
jadalni nie ma jeszcze innych, równie intrygujących zdobień.
Freestyle i neowitraże
 Wychodząc z Murowańca, miałam
szczere chęci dotarcia na Kasprowy Wierch pieszo. Niestety już po
półgodzinnym marszu, okazało się, że byłaby to naprawdę
niebezpieczna wędrówka, a momentami musiałabym brodzić w śniegu,
sięgającym powyżej kolan. ...szlakiem dotarłam zatem do
wspomnianego wyżej wyciągu narciarskiego i w asyście narciarzy
pojechałam na górę. Tu spotkało mnie kolejne rozczarowanie. Na
samym szczycie była tak wielka mgła, że nie było mowy o
jakimkolwiek podziwianiu tatrzańskich pasm. Dodatkowo wiał silny
wiatr i padał śnieg. Tym bardziej dziwiło mnie, jak część
narciarzy uparcie walczy ze stromymi stokami Kasprowego. Szybko
jednak zorientowałam się, że to głównie freestyle'owcy, którzy
lubią białe szaleństwo z dużą dawką adrenaliny. Właśnie z
myślą o nich TPN otwiera dwie nowe trasy w rejonie Kasprowego:
jedna z Pośredniego Gorczykowego, druga z Beskidu. I w końcu
niepokorni narciarze będą mogli szusować po nieubitym puchu
legalnie i bez obaw, że z ich portfela zniknie 500 zł. Zbyt długie
podziwianie narciarskich szaleństw wiązało się jednak z
przemarznięciem, więc weszłam do budynku stacji kolejki zobaczyć
najwyżej położoną w Polsce wystawę neowitraży. Jej autorem i
pomysłodawcą jest Adam Perun- artysta, który wcześniej
prezentował swoje prace w kopalni soli w Wieliczce. Muszę jednak
przyznać, że choć same witraże niebanalne, to umieszczone w
fatalnym miejscu... W restauracji Dominium mało kto zwracał na nie
uwagę, skupiając się na właśnie zamawianym lub konsumowanym
posiłku. Faktem jest jednak, że jest to pierwsza tego typu
ekspozycja na Kasprowym Wierchu i chyba niewielu turystów spodziewa
się na "Świętej Górze" doznań estetycznych.
Z powrotem do Kuźnic
 Do Kuźnic zjechałam kolejką PKL.
Choć pierwotnie miałam zamiar wrócić przez Dolinę Jaworzynki,
już w Murowańcu wiedziałam, że tego dnia to się nie uda. Zejście
z Kasprowego bez raków byłoby trudne i zdecydowanie nierozsądne,
zwłaszcza, że śnieg sypał coraz mocniej. Po wyjściu ze stacji
znowu ujrzałam długą kolejkę turystów, sięgającą już daleko
poza pobliski parking. Choć powrót do Zakopanego busem to koszt
zaledwie 3 złotych, postanowiłam zrobić sobie dłuższy spacer i
wrócić do centrum pieszo. I nie powiem po górskiej wędrówce w
śniegu, miło się szło po ubitym chodniku, choć turystyczno-
handlowy gwar szybko stał się męczący.
Tekst i zdjęcia: Aleksandra Powierska
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Proszę zaloguj się lub zarejestruj. Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.6 Polska adaptacja JoomlaPL.com Team AkoComment © Copyright 2004 by Arthur Konze - www.mamboportal.com All right reserved |