| Aktualności | ||||
|---|---|---|---|---|
|
| Polecane Ośrodki górskie | |||||||||
|---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|
|
| .:Reklama:. |
|---|
|
|
| Rowerem na krańcu Syberii |
| 31.12.2009. | ||||
|
Życie nie cukier
Samo miasto,
wraz z okolicznymi „satelitami”, tworzy wysoce zurbanizowany,
surowy, wręcz nieludzki krajobraz – zarówno budynki mieszkalne
jak i przemysłowe są w równym stopniu pokryte ciężką pierzyną
nie tylko śniegu, ale i zanieczyszczeń.
Cel mojej podróży, w zestawieniu z sąsiadującymi górami, śmiało można nazwać arktyczną wersją piekła, ale piekła na swój sposób egzotycznego i interesującego dla Europejczyka. To przecież północ, która zawsze ma czym zadziwić nowo przybyłego. Północ z jej skrajnościami, urokami, niedostatkami i surowością. Inne prawa i odmienne zwyczaje, wszystko mierzone trochę inną miarą. Przebywając w Norylsku i obserwując specyfikę tamtejszego życia przypominały mi się słowa: „Żyzń nie sahar…” (tłum. życie nie cukier) – tak mawiają czasami Rosjanie. Gdy wyjeżdżałem w Polsce rozpędzała się właśnie wiosna. Flora budziła się po zimie, zieleniało. Trzy dni później, gdy lądowałem nieopodal Norylska, temperatura na zewnątrz wynosiła –20°C, a ziemię przykrywał jednolity, gruby kobierzec śniegu.
Kiedyś całkiem sporo podróżowałem po Rosji. Gdy po raz pierwszy usłyszałem, że w dalekich arktycznych rejonach tego kraju żyją desperaci, zaciekle uprawiający tam rowerowe enduro, pomyślałem, że to żart. Przecież już przy 15-tej kresce poniżej zera człowiekowi nie w głowie pedałowanie, raczej gorąca herbatka i wełniane skarpety! Myliłem się. Mało tego, że znalazłem informacje o norylskim klubie rowerowym – do jednego z jego członków napisałem. Kilka miesięcy później miałem okazję na własnej skórze poczuć powiew arktycznej przygody.
W ekstremalnych warunkach
Daleka północ to środowisko zapewne bardziej odpowiednie dla białych niedźwiadków aniżeli dla homo sapiens. A jednak żyją tam ludzie i to całkiem sporo. Jednych przyciąga tzw. romantyka s’iewiera (z ros. romantyka północy), innych „długi rubel” – duża kasa za ciężką pracę w tych warunkach. Główną branżą jest przemysł - hutnictwo i górnictwo metali nieżelaznych (niklu, palladu, kobaltu, platyny) oraz węgla kamiennego. A co poza tym? Prawie brak tu powodów do aktywności. Nawet klimat mówi „nie” - pełna noc polarna, przyczyniająca się do ciężkich stanów depresyjnych, trwa tu 67 dni. Tyle samo pełne polarne lato, wywołujące bezsenność. O bardziej surowe warunki chyba trudno. A tundra nie wybacza słabości – ucieczką i zatraceniem są alkoholizm i narkomania. W większości. Są bowiem tacy, którzy swojego lekarstwa upatrują w różnych sportach – zawsze chyba ekstremalnych (biorąc pod uwagę okoliczności). W mieście istnieje wiele kółek zainteresowań - są spadochroniarze, wielbiciele nart, deski, fani sportów halowych, lodowego wędkowania, kółko fotograficzne i wiele innych. Jest i wiełokłub – klub rowerowy. Ludzie z arktycznego klubu rowerowego twierdzą, że –25°C to wręcz komfortowa temperatura na rowerową przejażdżkę! Fakt, inne temperatury to na Tajmyrze rzadkość – mróz w Norylsku trzyma stale przez ponad 280 dni w roku. Życie na zewnątrz zamiera, gdy szaleje Cziornaja Purga – lodowata wichura.
Norylsk oprócz tego, że jest jednym z najzimniejszych miejsc świta, bije jeszcze inne rekordy. Przemysł, któremu zawdzięcza swoje istnienie powoduje, że miasto uważane jest za światowego rekordzistę w emisji dwutlenku siarki z jednego źródła. Emituje więcej tych wyziewów (ponad 2 mln ton rocznie) niż całe Zagłębie Rury. W Norylsku trzeba żyć nadzieją. Nawet największa huta nazywa się „Nadzieja”. Tęsknotę za ciepłem, za zielenią, czy choćby czystym powietrzem czuje się tu bardzo mocno. Gdy jadąc do Kolargonu, miejsca gdzie mieściły się łagry, autobus na pól godziny znika w gęstej mgle oparów „Nadziei” zastanawiam się, czy wyjedziemy z tego żywi. Pasażerowie zapewne są gazoodporni, ale ja? Dusząc się w siarczanym smrodzie myślę, jak bardzo ironiczną wydaje mi się nazwa huty – ściśle związaną z niewolniczą i katorżniczą pracą, która trwała w Norylsku do 1957 roku. To obłęd!
Malcziki pokazali, jak jeździ się za kołem podbiegunowym. Po pierwsze – dobre przygotowanie, przypominające wyprawianie kosmonautów w przestrzeń kosmiczną. Następnie uzbrojenie bików w opony z kolcami (ros. szypowannyje pokryszki) – bez tego podobno nie da się tu jeździć. Rozmawiać za bardzo też nie, bo hałas łamanej kolcami skorupy lodowej uniemożliwia komunikację werbalną… Ale wrażenia są za to niepowtarzalne! Wyjechawszy za miasto lepiej trzymać się „udeptanych” traktów, np. tych powstałych po przejechaniu ciężkich ciężarówek. Przekonałem się o tym chcąc sfotografować zamarznięty 8-metrowy słup wody – skutek awarii wodociągów. Ledwo dałem kilka kroków, a prawie utonąłem w głębokim śniegu. Zapowiadało się na naprawdę ekstremalną wycieczkę… Gdy minęliśmy ostatnie zabudowania aglomeracji, oślepiła nas biel podobna do tej spotykanej na lodowcach. Odpowiednie okulary są tu niezbędne, bo może skończyć się trwałym uszkodzeniem wzroku (tzw. śnieżna ślepota). Droga skończyła się przy jednej z licznych kopalń. Nasze maszyny trzeba było od tej pory taszczyć aż do celu – na sam szczyt stoku narciarskiego. Nawet dla norylczan rower w porze zimowej to hardcore. Większość woli narty, a najlepiej skuter śnieżny. My za to mieliśmy spróbować snow downhillu. Tuż przed zjazdem ze zdumieniem zauważyłem, że słońce wędruje niemal równolegle do horyzontu, jakby nie chciało się pod nim schować. Zaczynały się białe noce - jedna z osobliwości Arktyki.
Przed powrotem zrobiliśmy sobie jeszcze dłuższą przerwę na obfity i tłusty posiłek – daniem głównym było sało (tłuściutka solona słoninka). Chłopaki opowiadali, jak radzą sobie z nocowaniem w terenie w czasie dłuższych wypraw. Najlepszym wariantem jest znalezienie starej chaty geologicznej albo rybackiej, gdzie często znajduje się żelazna koza (rodzaj pieca), w której można napalić. Pozostałe warianty to namiot, a w górach także wykopanie śnieżnej jamy w zboczu - ten sposób jest dość pracochłonny, ale sprawdza się doskonale.
Siergiej Ogorodnikow, od lat mieszkający w Norylsku, kocha wyprawy do tundry czy w pobliskie góry Putorana. Reprezentuje typ Rosjan, dla których daleka północ to „romantyka”. Czterokrotnie dotarł na biegun północny, ma duże doświadczenie jako polarnik. W chwilach wolnych często chodzi do popularnych tu "izbuszek" – chatek w tundrze z piecem, a nieraz nawet z banią (rosyjską sauną). Każda okazja wyrwania się z otoczonego kominami miasta, przy którym nasz Śląsk to igraszka, jest dobra. Marsze na nartach, biesiady ze znajomymi, szaszłyki, żeberka na grillu zapijane wódką, a co najważniejsze – rytuał oczyszczenia w bani – to tutaj popularna forma rekreacji, mieszczuchy uciekają na łono przyrody. W bani – zależy jak kto lubi, ale minimalna temperatura gwarantująca dobry efekt to 90 stopni, choć niektórzy wytrzymują nawet w 110 stopniach C. Rozgrzane ciało nie odczuwa nawet zbytnio szoku po wejściu prosto do dwumetrowej grubości przerębla, czy tarzaniu się w śniegu. Gdy para zaczyna parzyć skórę, wręcz marzy się o takiej ochłodzie, tak jak spragniony na pustyni marzy o wodzie. Po bani człowiek czuje się zrelaksowany, choć organizm jest zmęczony jak po maratonie. W czasie wolnym od pracy niejedna z izbuszek zapełnia się uciekającymi z miasta ludźmi. Po parowo-lodowej kąpieli, popijając wódeczkę przekąszaną zakąską, można podyskutować z przyjaciółmi.. Cała biała noc przelatuje nie zauważenie.
Cykliści z Norylska polubili swoją dolę i ten kto uważa ich za szaleńców jest w błędzie. Rower umożliwia dostrzec uroki Arktyki i nie pierwszy raz okazuje się dobrym lekarstwem na wiele problemów. Daleka północ jest na pewno piękna i romantyczna – o ile nie trzeba tam żyć i pracować przez dłuższy okres czasu. Informacje praktyczne:
Norylsk ma status miasta zamkniętego – można tam wjechać tylko za specjalnym zezwoleniem
zimą, czyli przez większą część roku, można tam dotrzeć jedynie samolotem, a latem także statkiem rzecznym z Krasnojarska i innych miejscowości, głównie do Dudinki. Połączeń drogowych lub kolejowych brak! Bilety lotnicze są bardzo drogie i w przeliczeniu przekraczają kwotę 1000 zł w jedną stronę (znacznie tańsze są loty z Kaliningradu, ale w tym wypadku możliwe jest kupno biletu jedynie w obrębie Rosji)
trzeba pamiętać także, że w Norylsku i okolicznych miastach ceny żywności są często 2 – 3 razy wyższe niż te w Moskwie (jest takich wiele lokalnych specyficznych dziwactw - jeśli kogoś bardziej interesuje ta tematyka, proponuję poszukać w Internecie).
Kolarze z Norylska (strony w jęz. rosyjskim):
http://veloputorana.ru/
- strona główna
http://veloputorana.ru/bike/trassa/dorojnik.htm
- spis tras
http://veloputorana.ru/linia%20gorizonta/gallery.htm
- fotogaleria
Tekst: Daniel Klawczyński, Dominika Skonieczna
Zdjęcia: Daniel Klawczyński, German Borodin
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.6 |
||||
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|
|
|









Dodaj pierwszy komentarz







