Aktualności
Bezpieczeństwo najmłodszych na basenach

03.09.2010.

article thumbnail Wakacje kończą się nieubłaganie. Jednym ze zwiastunów schyłku lata jest zawsze pogorszenie pogody. Kiedy temperatura...
czytaj więcej...

Zawody pływackie na otwartym morzu

25.08.2010.

article thumbnail 28 sierpnia nieustraszeni pływacy po raz trzeci już tego lata zmierzą się w wyścigu pływackim Timex Cup 2010. Finał...
czytaj więcej...

Gutek i samotny rejs dookoła świata

14.08.2010.

article thumbnail Zbigniew Gutkowski (Gutek) zrobił kolejny krok, aby stać się pierwszym Polakiem, który popłynie samotnie w najstarszym...
czytaj więcej...

Pozostałe
  • Będzie rewolucja na kąpieliskach
  • Gdzie się kąpać?
  • Sopot Match Race 2010
  • Narty wodne za darmo
  • Uchwyć czas i wygraj zegarek Timex!
  • Coraz więcej utonięć!
  • Dolina Biebrzy najlepsza dla turystyki wodnej
  • Polecane Ośrodki górskie
    .:Reklama:.

    Backstage bazy windsurfingowej
    21.09.2009.
    Image Kończy się sezon windsurfingowy. Niektórzy z nas pływali w tym roku 3 godzinki, inni 2 tygodnie, a jeszcze inni szczęśliwcy moczyli się w wodzie kilka miesięcy. Teraz pora odstawić deski do pokrowców, czy zacząć reperować ewentualne straty w żaglach. Bazy windsurfingowe pozbywają się rentalowych desek, robiąc miejsce na modele przyszłoroczne. Coraz mniej ludzi w bazach, coraz więcej „wolnego” sprzętu na stojakach..





    Jak trzytygodniowy pobyt wydłużyć sobie do pół roku
    ImageMoja przygoda z życiem w bazie windsurfingowej zaczęła się w 2006 roku, kiedy razem z kolegą po 5 dniach tułaczki dotarłem na grecką wyspę Kos, do bazy windsurfingowej Big Blue Surf Center, na przylądku Psalidi. Plan zakładał trzytygodniowy pobyt w celu przygotowania spotu przed sezonem. Plan dnia został zagospodarowany na malowanie desek i chatek na żagle, przygotowywanie sprzętu oraz budowę surfbaru. Trzy godziny przed odpłynięciem promu na Rodos (skąd miałem samolot do Polski) zaproponowano mi abym został dłużej. I zostałem… 6 miesięcy! Od tamtej pory odwiedzam Kos co roku.

    "Pływamy do bojki" i to non stop
    ImageKażda porządna baza windsurfingowa stara się dbać o bezpieczeństwo swoich gości. Tak jest i w przypadku Big Blue. Spot mieści się w cieśninie odgradzającej Azję od Europy. Natężenie przepływających statków i kursowych promów jest dość spore. Ale jest umowa: trzymają się z dala od brzegu, a my pływamy do boi (dobry kawałek od brzegu). Na wodzie cały czas kursuje motorowa łódź pontonowa. Ktokolwiek miałby jakiekolwiek problemy (czy to nawalił sprzęt, czy wywiało nas za boję) – machamy, i już czerwona „taksówka” jest przy nas. Ale co jeśli 10 gości postanowiło popływać trochę dalej, i nagle coś się dzieje, a na kursie ma nas akurat mknący pasażerski katamaran? Facet na rescue-boat’cie musi się nie lada napocić, aby na czas pomóc wszystkim. I chyba przez to że oficjalnie nie można nikomu zakazać pływania nawet 5 km od brzegu, wielu zapaleńców za punkt honoru stawia sobie ślizganie się daleko za boją, co czasami wymusza kursowanie motorówką niemal non stop.

    Wie groß ist ein Segel?
    ImageSkakanie motorówką po falach to nie wszystko. Na każdego spadnie czasem obowiązek pracy przy żaglach. Siedzi się wtedy w okolicach szałasów z całym wachlarzem gotowych do użycia pędników. Naszym zadaniem jest wtedy między innymi doradzanie klientom, jaki żagiel będzie najlepszy na obecne warunki wiatrowe. Niektórym nie wystarcza spojrzenie na ogromną pustkę między żaglami o rozmiarach 4.7 a 5.2, co świadczy o aktualnym popycie na ta wielkość, i wciąż z uporem maniaka pytają, jaki zestaw jest najodpowiedniejszy! Inne, mniej pasjonujące zajęcia, to podciąganie wszelakich linek, fałów, obniżanie bomów, zwykła pomoc przy odstawieniu żagla na miejsce ,a czasem smarowanie olejkiem do opalania damskich pleców.

    Deska sama nie wróci na miejsce
    ImageInnym, mniej pasjonującym zajęciem jest praca tzw. beach boy’a. Istnieje zasada, że jeśli skończyliśmy pływać, albo robimy sobie dłuższą przerwę, to żagiel należy zostawić w cieniu albo powiesić na haku w szałasie, a deskę odstawić na stojak w wypożyczalni. Ale niektórzy wychodzą z założenia - „apłaciłem – nosić nie będę”. Na szczęście zdarza się to sporadycznie. W takich wypadkach trzeba uprzątnąć plażę z nieużywanego sprzętu. Często zdarza się, że użytkownik jakiegoś zestawu prowadzi właśnie zaciekłą dyskusję z innymi gośćmi na temat jego szeroko pojętych wyczynów na wodzie, a w tym czasie deska spokojnie „wygrzewa” się na słońcu. Wraca wtedy po godzinie i z zaskoczeniem okazuje się ze jego deska spokojne czaka na stojaku, a żagiel od jakiegoś czasu wisi w szałasie. Czyli beach boy wykonał swoją działkę na 5+!

    Addicted to ride”
    ImageTak brzmi hasło reklamowe jednej z renomowanych firm produkującej deski! I coś w tym jest! Bo kto zatrudnia się w bazie windsurfingowej (oprócz mnie, który znalazł się tam w pierwszym sezonie z przypadku)? Oczywiście że surferzy! Praca w mojej bazie to 8 godzin ciężkiej harówki, ale w ten czas wliczona jest także jedna godzina na pływanie! Do dyspozycji są wszystkie wolne topowe deski, i wszystkie wolne żagle. A pole do popisu jest dość spore! Pływać można także przed pracą, jak i po jej zamknięciu, kiedy mamy dla siebie około 2 godzin zabawy na falach, przy dość silnym wietrze. Wtedy cała załoga stawia się praktycznie w komplecie i zaczynają się wieczorne sesje, ograniczone tylko akwenem wodnym, aż po samą Turcję! Szał!

    Praca to czy wakacje?
    ImageMożna by rzecz, że to raj. Z jednej strony, życie na plaży, windsurfing, ciepłe morze, beachbar w rytmie reggae i dziewczyny w bikini. Patrząc z drugiej strony to jednak wciąż praca i jeśli tylko jest ruch na nudę nie można narzekać. Często patrzy się z rozczuleniem na śmigające żagielki między falami, kiedy my akurat musimy rozwiązywać tysiąc innych problemów. Za długie linki trapezowe, podanie nowego żagla, czy zaniesienie komuś deski – czasem trzeba wykonać kilka czynności naraz. Póki jesteśmy w pracy nie można też wsadzić stóp w footstrapy i poszaleć na lazurowej wodzie, a pokusa pojawia się niemal każdego dnia. Ale czy jest jakaś inna praca, która daje możliwość korzystania z najnowszego sprzętu i ciągłego kontaktu z ludźmi, którzy tak jak my, mają hopla na punkcie windsurfingu?

    Lans, lans i jeszcze raz lans…
    ImagePływanie na desce i wszelkie inne siostrzane sporty zyskują ostatnimi latami na atrakcyjności. Pływać na desce można właściwie wszędzie, gdzie jest woda i wieje wiatr. Nie trzeba jechać do Grecji, Egiptu czy na Hawaje. Po tegorocznym powrocie z wyspy Kos wciąż odczuwałem niedosyt windsurfingu. Pomyślałem więc o wizycie w jednej z naszych baz w Chałupach. Ale toc co tam zobaczyłem powodowało na przemian śmiech i zażenowanie. Nie mam na myśli wiatru, sprzętu czy samych spotów. Raczej cały ten światek młodych, pięknych chłopców i pięknych dziewczynek. Siedzących na plaży w ciuchy renomowanych firm, koniecznie w czapkach zimowych na głowie. W cenie są też kosmyki włosów, asymetrycznych fryzur, wychodzących spod kolorowych ometkowanych czapeczek.... no i oczywiście modne okulary na nosie, a la kierowcy PKSów z lat 70tych. To, że większość z nich miała słuchawki iPodów w uszach, już nie robiło na mnie takiego wrażenia. Ci spośród surferów, którzy zdecydowali się podjąć tak radykalne kroki i wejść do wody (bo w końcu przyjechali popływać na desce) ubrani byli w pianki. Nic dziwnego, bo woda chłodna. No ale po co nosić surf-szorty na wierzchu? Po co wkładać na neopreny koszulki z ogromnym logo modnej firmy? Czy wtedy lepiej się pływa, czy może lepiej przynależy się do społeczności windsurferów? Tylko w sporadycznych przypadkach cena ciuchów szła w parze z prezentowanymi przez surfera umiejętnościami. Śmieszne to trochę.

    Surf or go home
    ImageZdecydowanie wolę atmosferę w „swojej” bazie. Tam nikt nie szpanuje, bo nie ma przed kim. Albo się pływa, albo się idzie do domu. Szkoda czasu na przesiadywanie na plaży i gadanie w zasadzie o niczym. No chyba że przy piwku wieczorem. W gruncie rzeczy, jeśli dysponuję się wolnym czasem w okresie wakacyjnym, to załatwienie takiej pracy nie jest sprawą ciężką. Wiele baz windsurfingowych, co roku poszukuje chętnych zapaleńców do pomocy w prowadzeniu spotu. Wystarczy dobrze poszukać w Internecie, wysłać maila ze swoim CV… i sezon letni możemy spędzić na plaży, a w dodatku jeszcze nam za to zapłacą.

    Tekst: Michał Jasieński
    Zdjęcia: arch. autora




      Dodaj pierwszy komentarz

    Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.
    Proszę zaloguj się lub zarejestruj.

    Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.6
    Polska adaptacja JoomlaPL.com Team
    AkoComment © Copyright 2004 by Arthur Konze - www.mamboportal.com
    All right reserved

     
    « poprzedni artykuł   następny artykuł »
    Logowanie
    Sprzęt i odzież
    Polecamy
    Kwartalnik turystyczny-W górach